• Wpisów:14
  • Średnio co: 141 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:13
  • Licznik odwiedzin:25 420 / 2119 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Oficjalnie wracam do pisania, bo zbliżają się wakacje . mam nadziej, że jeszcze o mnie pamiętacie. Przykro mi, że tak okrutnie zaniedbywałam bloga. Teraz wszystko się zmieni.

Kocham Was . Bardzo się stęskniłam .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Siadam wygodnie w fotelu obitym jasną skórą. Moją twarz owiewa ciepły wiosenny wiatr, wpadający prze uchylone okno. Biorę głęboki oddech, a do moich nozdrzy dostaje się piękny zapach kwitnącego bzu. Wodzę wzrokiem za przyjacielem, który właśnie parzy herbatę.Harry kupił ten dom niedawno. Leży na obrzeżach Los Angeles, w dolince. Zapewne przyjaciel uciekł tu przed światem, przed nękającymi go demonami monotonnej codzienności, przed samym sobą...Chyba udzieliła mu się ode mnie tendencja do wpadania w psychiczne dołki. Nie miałam pojęcia jak, ale to miejsce wydawało mi się do tego stworzone. Taka cisza, taki spokój...Coś oddziela to miejsce od rutyny, pogoni za złudzeniami. Tak jakby znaleźć swój azyl, swoją samotnię...


- Emy...- wyrywa mnie nagle z przemyśleń - Gapisz się na mnie. - mówi to mimo że stoi do mnie tyłem; nie myli się, zna mnie praktycznie na pamięć...
- Chciałbyś...- wytknęłam mu język, przyjaciel tylko się uśmiechnął stawiając przede mną szklankę aromatycznej herbaty. Siada naprzeciw mnie.
Upijam łyk napoju. Wdaję się się z przyjacielem w rozmowę, która właściwie do niczego nie dąży. Lubię w ten sposób rozmawiać.
- Ok...Pójdę przygotować Ci miejsce do spania.-wstaje i kieruje kroki w stronę pokoju gościnnego.
- Nie ! - wyrywam nagle
- To co, chcesz spać z mną? -uśmiecha się
- Wariat! - pochodzę i lekko go szturcham-Sama dam sobie radę.
Harry nawet nie próbuje ze mną dyskutować, wie, że jestem uparta.


*


Czuła go na sobie. Patrzył na jej próby okiełznania prześcieradła uśmiechając się pod nosem. On widział w niej coś więcej niż tylko przyjaciółkę, właściwie sam nie wiedział co do niej czuje. Pamiętał...Pamiętał wszystkie spędzone z nią chwile. Wspólne jedzenie orzeszków, tańczenie do rapu, śmianie się ze wszystkiego, śpiewanie bez znajomości tekstu, jazdę na jednym rowerze, dzielenie się czekoladą... Ten zbitek chwil zawsze nosił w sercu. Zakorzeniły się głęboko...Nigdy o nich nie zapominał i często po nie sięgał...Było mu ciężko. Czasem chciał poprostu oderwać się od rzeczywistości. Zapomnieć o problemach i o tym, co boli. Nie zważać na kłopoty. Nie kochać, nie czuć, nie cierpieć. Ta droga wydawała się najlepsza, jedak nie pozwolił ulecieć wspomnieniom z pamięci. Za bardzo ich potrzebował.



*


Po kwadrandsie poradziłam sobie z pościelą. Nie powinnam tu być, muszę szybko znaleźć jakieś mieszkanie. Na głowę zsunęły mi się dziesiątki myśli. Bruno...Nie daje mi spokoju czuję coś do nigo, ale nie potrafię tego okazać, może boję się odrzucenia. Zwariuję, lecz brakuje mi odwagi. Nie chcę, by zniknął z mojego życia. Nigdy nie dowiesz się, jak bardzo staram się uśmiechać...W środku rozpadam się na kawałki. Męczy mnie wieczna niepewnośc wobec niego. Nie chcę zepsuć mu życia. Zależy mi na jego szczęścu bardziej niż na własnym. Prawda jest taka, że czuję z nim więź. Silniejszą niż tylko znajomość. Staram się, robić wszystko jak najlepiej. Podchodzę do większości spraw z lekkim dystansem, zraniono mnie już zbyt wiele razy. Ukrywam uczucia. Zgrywasz szczęśliwą, taką, która bawi się życiem. Jednak ja sama najlepiej wiem, że w głębi duszy jestestem dziewczyną, która ponad wszystko potrzebuje bliskości. Samotność mnie wykańcza, a ja po prostu boję się do tego przyznać.


*


Pokochała go. Wiedziała jednak, że jest szczęśliwy za każdym razem gdy miłała się z nim na ulicy. Zawsze miał przy sobie wspaniałą kobietę, którą najwyraźniej kochał. Nie pragnęła tego psuć mimo, że chciała go dla siebie. Wiedzała, że nie dorówna Chanel nawet w jedym procencie. Nie widziała w lustrze ideału, lecz słabą, pokrzywdzoną i nieidealną dziewczynę. Bruno w jej mniemaniu zasługiwał na coś więcej. Odpłynęła myślami do dalekiej przyszłości i uświadomiła sobie, że gdy któregoś dnia zobaczy go z uśmiechem na twarzy znów będzie szczęśliwa. Bo właśnie o to chodzi...



*

Jestem przygnębiona. Nie potrafię już więcej udźwignąć i znowu mój świat powoli zamienia się w pobojowisko...Zasłaniam się kurtyną z włosów i chowam twarz w dłonie. Do pokoju wchodzi przyjaciel.
- Emily...Znowu masz doła ? - pyta z nutą smutku w głosie
- Nie, poprostu...Nie mam pomysłu na siebie i życie...- mówię podnosząc wzrok - nie mam nadzieji...
- Nadzieji ? ... - przeciąga końcówkę wyrazu - A...Pamiętasz jak szukaliśmy razem bursztynów w piaskownicy ?
- Pamiętam...Byliśmy dziećmi...
- Nie prawda, byliśmy dokłanie tacy sami jak teraz...Tylko troszkę mniejsi...A co najlepsze to właśnie ty wymyśliłaś tą zabawę. Mówiłaś, żeby się nnie poddawać. Gdzie jest ta radosna dziewczyna ?
- Dorosła...
- Nie prawda. Ja nadal widzę w Tobie małą Emy... - uśmiecha się i wychodzi
Harry i ten jego optymizm... Nie ukrywam, że badzo mi ulżyło. Może rzeczywiście nie powinna m się załamywać, wszystko przedemną. Jestem tylko człowiekiem, czasami rozsądek gdzieś mi ucieka i zwyciężają emocje.


*

Wzięła telefon. Zaczęła przeglądać listę kontaktów. Zatrzymała się, na wyświetlaczu widniał napis ' Bruno '. Wahała się nie miała odwagi żeby zadzwonić. Wiedziała, że natychmiast tego pożałuje. Dopóki nie poznała Bruno, nie wiedziała,że tak bardzo można chcieć o kogoś walczyć...Życie było dla niej jak hazard...Dziś miała wszystko, jutro - już nic...





________________________________________________

Póki co mało w tym Bruna, ale potrzebuję trochę czasu by rozkręcić akcję.
Wiem, że długo nie dodawałam odcinków...
Wybaczcie, nie mogłam .
Kocham
  • awatar Wenusowa: Kocham to! :) Kobieto, jesteś boska! Dajesz korepetycje w pisaniu? :D Czekam na następny. ;)
  • awatar ♡ Killa on The Run ♡: Jakie miłe :D...uwielbiam :*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Mi wcale nie przeszkadza, że Bruno rzadko się pojawia. Dzięki temu jest lepszy klimat, zapoznanie głównej bohaterki, no i Harrego :) uwielbiam Twoje opowiadanie :* proszę o częstsze dodawanie odcinków :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dziękuję za 1300 odwiedzin
 

 




Spędziłam cały wieczór na rozmowie o wszystkim i o niczym. Przywołałam do siebie wspomnienia, dotarło do mnie, że moje życie nie jest aż tak beznadziejne. Ostatnimi czasy nie mogłam się ze sobą oswoić.
Gdy naczynie z alkoholem było już opróżnione do pomieszczenia weszła znajoma mi postać. Tak, był to Bruno. Rzucił na mnie spojrzenie, po chwili jednak przeniósł je na Harry'ego, miałam wrażenie, że nie przypadł mu do gustu. Szybkim krokiem wszedł na scenę, na którą odprowadziłam go wzrokiem.

- Emy...- powiedział przyjaciel wyrywając mnie tym samym z głębokich przemyśleń
- Tak? - odgarnęłam zachodzące na twarz kosmyki niesfornych włosów.
- Wszystko w porządku? - próbowałam uniknąć kontaktu wzrokowego
- W jak najlepszym. - starałam się by to zabrzmiało stanowczo, miałam jednak odczucie, że do mojego głosu wdarła się nutka zawahania. Nigdy nie byłam uzdolnionym kłamcą.
- Emily, popatrz na mnie...- wymówił to prawie niedosłyszalnie.
- Harry, naprawdę w porządku. - nie miałam zamiaru mu się tłumaczyć
- Znasz tego chłopaka? - najwyraźniej domyślił się co jest powodem rozproszenia naszej rozmowy
- Nie wiele o nim wiem...- zamyśliłam się - Proszę, zmieńmy temat.- zasugerowałam
- Dobrze, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać...
- Dziękuję.

*

W głębi serca wiedziała, że potrzebuje rozwiązania zagadki, jaką stanowił dla niej Bruno. Tkwiło w niej dziecko, które desperacko potrzebowało zrozumienia i miłości.

*


Mimo, że Bruno stał kilka metrów obok i miałam go na wyciągnięcie ręki, bałam się. Mimo, że tęsknota za jego głosem zżerała mnie od środka, nie potrafiłam zwyczajnie podejść i powiedzieć 'cześć'.
Tęsknota to chyba najdziwniejsze uczucie na świecie. Z jednej strony obumieram, nie mogę funkcjonować normalnie,a z drugiej to dzięki niej uświadamiam sobie jak wiele dana osoba dla mnie znaczy. Bruno znajdzie miejsce w czołówce rzeczy niezbędnych.
Znów czuję jak czyjś wzrok przeszywa mnie na wylot, stawiam, że to on. Nie rozumiem tylko dlaczego jestem w centrum jego uwagi...Jak wyjaśnić sam fakt, że tu przyszedł? Spodziewał się, że tu będę? Może wręcz przeciwnie. Zadaję sobie setki podobnych pytań. Byłabym usatysfakcjonowana, znając odpowiedź na przynajmniej jedno z nich.
Wstaję i jakaś siła popycha mnie w kierunku tajemniczego chłopaka. Usiłuję nad tym zapanować.
- Gdzie idziesz? - przyjaciel zadaje pytanie, na które nawet ja nie znam odpowiedzi
- Sama nie wiem...-wycedziłam nieśmiało - chciałam...rozprostować nogi.
Przyjaciel pokiwał tylko głową.
Idę przed siebie, alkohol robi swoje. Lekko się zachwiałam.
- Nie wywal się, niezdaro - Harry powiedział i szeroko się uśmiechnął
- Skąd Ci to przyszło do głowy - wytknęłam mu język

*

Lubiła patrzeć na jego minę gdy, jej 'dokuczał'. Wiedziała, że jest przyjacielem. Prawdziwym... tym pójdzie za nią na koniec świata i odda jej swoją przyjaźń , pójdzie. nie bedzie czekał aż wróci... Zawsze taki był. ufała mu jednak bała się opowiedzieć mu o własnych uczuciach, być może z troski. Nie chciała wciągać go niepotrzebnie w wir swoich osobistych trosk. Nie chciała, żeby wiedział jaka jest słaba. Miało to teraz małe znaczenie. Podbudował na nowo jej 'ja', zaczął od fundamentu budowę nowego etapu w jej życiu. Codzienne pracował razem z nią na definicję samej siebie.

*

Wodzę wzrokiem po sali szukając wzrokiem Bruno. Teraz, kiedy zdobyłam się na odwagę, gdzieś mi umknął. Może nie powinnam utrzymywać z nim konkaktów, trzymać go od siebie na dystans. Być może każde posunięcie w stronę znajomości z tym chłopakiem znajdzie się na liście moich największych życiowych błędów. Któregoś dnia odejdę…Po cichu, nikt tego nie zauważy. Zamknę za sobą drzwi, by otworzyć kolejne, prowadzące do szczęścia(mam nadzieję).

Zupełnie niespodziewanie Bruno staje przede mną.
- Bruno... Co ty tu robisz? - udaję, że wcześniej go nie zauważyłam (jak wcześniej wspomniałam nie jestem dobra w te klocki)
- Emy... Cześć.- uśmiechnął się - nie zauważyłem Cię wcześniej...Co u Ciebie?
- W porządku, a ty? - próbowałam podjąć jakiś sensowny temat
- Po staremu. - odpowiedział - Emy, mogłabyś dać mi numer telefonu? - w jego głosie wyczułam niepewność
- Jasne, a co? - podyktowałam rząd cyfr
- Nic, tak poprostu na wszelki wypadek. Może kiedyś będziesz musiała mnie ratować...- zaśmaiał się
- Nie byłabym tego taka pewna. - przeczesałam dłonią włosy
Podał mi karteczkę. Szybko domyśliłam się co na niej jest.
- Dzięki, mi napewno przyda się bardziej niż Tobie. - zapewniłam


*


Chciała żeby Bruno był jedym z niewielu, za którego bez wahania oddałaby życie. Wiedziała, że może liczyć na pomoc z jego strony. Miała pewność, że może mu stuprocentowo zaufać. Instynkt podpowiadał, że jest czlowiekiem z zupełnie innej planety.

*

- Bruno, przepraszam, powinnam już iść...- powiedziałam
- Rozumiem, do zobaczenia
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się i pokierowałam kroki w strone Harry'ego
Podniosłam z krzesła torbę.
- Idziesz już- przyjaciel obserwował następujące czynności
- Tak- zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę - A ty?
- Chyba też będę się zbierał...
- Świetnie, odwieziesz mnie? Troche wypiłam...- zaczęłam - Jeśli oczywiście nie stanowi to dla Ciebie większego problemu...- spuściłam głowę
- Nie ma sprawy, bąblu.- lubię, kiedy tak do mnie mówi
Przytulił mnie i cmoknął w czoło. Wiedziałam, że mi nie odmówi.
- Przy okazji pokarzesz mi gdzie mieszkasz. Ok?
- Dobrze.- posłał mi uśmiech



#


Rano obudziłam się wypoczęta. Chyba po raz pierwszy od mojego przyjazdu do LA. Nic nie może mi popsuć tego dnia. Ubrana, zabrałam się za przygotowanie śniadanie, które nie było zbyt twórcze. Składało się jedynie z płatków i mleka, zdecydowanie potrzebuję prostoty. Usłyszałam telefon. Pierwsza osoba o której pomyślałam to Bruno. Myliłam się. Był to właściciel wynajętego przeze mnie mieszkania.
- Dzieńdobry, mam nadzieje, że jest pani świadoma, że dziś koniec miesiąca - myśli mi sie plątały
- Tak, pamiętam. Dzisiaj przeleję pieniądze.- wycedziłam
- Świetnie. Proszę zacząć się pakować.- nie mam pojęcia o co chodzi
- Ale...Nic z tego nie rozumiem.- wycedziłam
- Co w tym niezrozumiałego? Dowidzenia, miłego dnia życzę- co za bezczelność...
A tak dobrze się zapowiadało. Mam przez to rozumieć, że jestem bezdomna? Usiadłam do komputera, przelałam właścicielowi należną kwotę. Zaczęłam pakować swoje rzeczy.


*

Doświadczyła w swoim życiu wiele uczuć, jednak z taka bezczelnością i niezrozumieniem jeszcze sie nie spotkała. W momencie, kiedy dostrzegła światełko nadzieji, wszystko zaczęło się na nowo komplikować. Pozostawało jej jedynie iść 'pod most' lub szukać pomocy w ludziach.

*

Nastał wieczór. Wsztstkie rzeczy miałam już spakowanie. Gdy miałam wychodzić w drzwiach stanał właściciel nieruchomości.
- Dobrywieczór - w głosie można było wyczuć ironię
- Dobrywieczór - unikałam kontaktu wzrokowego
Nerwowo wsunęłam mu do rąk klucze.
- Dowiczenia - wziełam walizki i wyszłam trzaskając drzwiami, chciałam, żeby poczół sie podle. Po części osiągnęłam swój cel.
Nie mam gdzie sie podziać. Biorę telefon i zaczynam przeglądać listę kontaktów. Zatrzymałam się na chwilę przy napise 'Bruno' . Odtworzyłam sobie w myślach jego wczorajsze słowa. Miałam już się połączyć, ale coś mnie zatrzymało. Pozostawał mi tylko Harry. Nie tracąc czasu na głupie pogaduchy, które w rozmowie z przyjacielem byłby nieuniknione, ruszyłam w stronę miejsca jego zamieszkania. Coraz bardziej się ściemniało. Nie mam dziś ochty spać 'pod chmurką'. Zaciskam zęby i mimo kilkucentymetrowych obcasów ruszam jeszcze szybciej. Praktycznie nie rozstaję się z moimi 'szczudłami' . Już wyobrażałam sobie minę Harry'ego , kiedy wpadnę do domu zziajana mamrocząc pod nosem przekleństwa. Pomimo całej złości, która we mnie buzowała zachichotałam na samą myśl o wyrazie jego twarzy. Po chwili byłam u celu. Paroma skokami pokonałam schody, niefatygując się nawet o zapukanie wparowałam do mieszkania.
- Harry ! - wołam od progu
Rzuciłam szpilki w kąt przedpokoju boso pobiegłam do pokoju.
- Harry ! - w tym momencie głowa przyjaciela wynurzyła sie zza balkonu
- Tu jestem. - uśmiecha się i wyciąga ręce w moją stronę. Chyba nie był zaskoczony moim zachowaniem. Jeszcze kilka lat temu tego typu wizyty zdarzały mi się na porządku dziennym.- W porządku, Bąblu?
- W sumie to...nie do końca - spuściłam głowę, wbijając wzrok w podłogę
- Wymeldowano mnie z mieszkania !
- Co tym razem przeskrobałaś? - zaśmiał się
- Nie śmiej się to, nie moja wina...- nie wierzył mi zapewne, ponieważ od czasu kiedy się rozstaliśmy przestałam być taką wybuchową i pewną siebie osobą- Muszę szybko znaleźć nowe lokum.
- Emy... Przcież wiesz, że zawsze możesz zatrzymać się u mnie...

*

Właśnie za to kochała Harry'ego. Nigdy nie odmówił jej pomocy.

*

- Dziękuję ... szepnąłam prawie niedosłyszalnie
- Nie ma sprawy, Bąblu. - cmoknął mnie w czoło


_______________________________________________

Proszę
  • awatar Fuck You If You Don't Like Bruno Mars: Jejuu z zapartym tchem przeczytałam wszystkie odcinki. Po prostu cudo! takie tajemnicze, intrygujące... zagadkowe? Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka :)
  • awatar Only Bruno: Teskniłam za Twoim opowiadaniem. Tylko powrociłam na pingera i nadrobiłam wszystko. :) Twoje opowiadanie jest bardzo dobrym wzorcem do podbudowania swoich zdolności pisarskich, :D dlatego nawet przy braku czasu znajdę sekundkę, by przeczytać nowy odcinek. ;)
  • awatar brumbru: Dziewczyno gdzie żeś się ukrywała to ja nie wiem. Ale uwielbiam Twój styl pisania! :D Czekam na następny odcinek!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Mam gotowy odcinek... Macie ochotę?
 

 



Wracam do domu ze sklepu, właściwie po wojnie z samą sobą... Kiedyś tak po prostu usiądę, popatrzę w niebo i powiem: Tak, nareszcie znalazłam miejsce, w którym Cię nie widzę...Ale, czy naprawdę tego chcę? Całkowicie wymazać z pamięci tylko te kilka chwil, a może aż tyle chwil? Nie mogę zostanie we mnie, dopóki będę żyć. I być może znów narażam się na niepotrzebne kłopoty, wkraczam do Jego życia.Ufa mi...Chyba, a zaufanie (w moim przypadku) to świadomość, że ktoś może Cię skrzywdzić jednym łatwym ruchem i stuprocentowa pewność, że tego nie zrobi. Nie potrafię krzywdzić, choć często zdaża mi sie to wbref mojej woli.Świat toczy sie własnym rytnem,często za nim nie nadąrzam.Wszystko jest conajmniej dziwne... Widziałam w moim życiu setki uśmiechów, ale żaden nie przyspieszył bicia mojego serca tak jak ten jeden.Niepowtarzalny, ciepły, szczery i ten jedyny... Znów mam mentlik w głowie-bez nadziei , bez jutra , bez wiary w szczęście.


*


To właśnie czas pokazuje jej kim dla kogo jest i ile znaczy.Wiedziała to... Liczyła, że czas odsłoni jej tajemnicę słodkiego uczucia drugiej osoby u swego boku. Pozwoli doświadczyć troski, bezgranicznego i niezależnego zaufania.Cierpiała jak nigdy wcześniej. Ból emocjonalny rozdzierał ją od środka. Jednak, przed nim, udawała szczęśliwą. Tłumiła w sobie rozpacz. Uśmiechała się, imitowała radość.. Nie chciała go usatysfakcjonować. Wolała udawać szczęśliwą, niż tłumaczyć każdemu co jej jest. Miała jednak wrażenie, że każde słowo interpretował po swojemu.


*


Siedzę, bez celu spoglądając w okno. Być może brakuje mi świeżego powietrza, warkotu silników, a może po prostu potrzebuję człowieka. Rozmowy. Zwyczajnie przyjaciela.Wielkimi krokami miesiąc dobiega końca, a z tym wiążą się rachunki...Na szczęście odłożyłam nieco grosza. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę znaleźć pracę. Przeglądam kupioną w pobliskim kiosku gazetę. Nie trudno się domyślić, że pierwszą rzeczą jaką czytam są ogłoszenia. Właśnie dociera do mnie, że w niczym nie jestem wystarczająco dobra. Kocham śpiewać...Zawsze marzyła mi się scena.Zamknęłam już ten rozdział w moim życiu, mam dosyć wokalnych wzlotów i upadków. Próbuję odpędzić te niespełnione marzenia daleko poza zasięg mojej rozległej wyobraźni. Z każdym dniem odczuwam coraz większą niechęć do siebie...


*

Jej serce biło w rytmie jakie podyktował jej los.Wiedziała, czego pragnie. Nie wiedziała jak to osiągnąć. Kochała muzykę, ludzi, życie(na swój sposób). Miała świadomość, że kiedy zabraknie choć jednego z tych czynników, wszystko straci sens.Nie miała wiele, ale to i tak za dużo by wszystko stracić.Chciała wracać do kraju, ale przeczucie, mówiło, że jej misja tu jeszcze się nie skończyła. Miała tak wiele powodów aby wracać, kilka by zostać...


*


Odkładam gazetę na stół. Wkładam buty. Przekraczam próg domu kierując się w stronę klubu, w którym przeżyłam być może najwspanialsze chwile w życiu. Idę z nadzieją, że znów się z nim spotkam. Szczerze porozmawiam. Może lepiej byłoby zerwać wszelkie kontakty ? W tym momencie kieruje mną jakaś dziwna siła, która sprawia, że mam nieodpartą ochotę się tam zjawić.Nie powinnam
Jak się raz przekroczy granicę...to się już nie ma żadnych oporów przed przekroczeniem jej po raz kolejny, i znów kolejny. Moja głupota bierze górę.
Przekraczam mury klubu. Badawczo rozglądam się wokół, kieruję wzrok na "scenę". Na niej dostrzegam jedynie stojak od mikrofonu. Podchodzę do baru, by zamówić sobie drinka. Może uda mi się w nim utopić wszystkie troski? Upijam łyk. Nagle na ramieniu odczuwam dotyk. Jest mi dziwnie znajomy. Gwałtownie odwracam głowę.

- Witaj Emy. - ciepło się uśmiecha, od razu rozpoznaję Jego głos.Tak dawno Go nie widziałam. nagle przez moje myśli przelatuje ogromna fala wspomnień.

- Harry ? Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach nareszcie się spotykamy.Pamiętam, każdą wspólnie spędzoną chwilę...Nie mogę w to uwierzyć.-upijam łyk napoju. - jak się tu znalazłeś i...dlaczego tak nagle i bez uprzedzenia zniknąłeś z mojego życia? Nawet nie wiesz jak bardzo mi Cię brakowało ...


*

Wiedziała, że należał do ludzi do których się przyzwyczaiła, z których odejściem nie była się w stanie pogodzić. Był jej jedynym przyjacielem, z którym przeżyła całe dzieciństwo.Pamiętała każdą wspólną minutę. Niezależną pomoc, o którą nie musiała prosić.

*

- Emy...- popatrzył na mnie - nic się nie zmieniłaś...Ciągle masz wielkie oczy dziecka.- posłał mi uśmiech.Ja tylko zmierzwiłam mu włosy, jak to bywało za dawnych lat. Nigdy mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
- Ej... - powiedział przeciągle, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem - Nic się nie zmieniłaś... - powtórzył - Nic, a nic...
- Co Cię sprowadza do Los Angeles? - znów pociągnęłam łyk alkoholu
- Marzenia...- pokiwałam twierdząco głową
- Rozumiem...- poklepałam go przyjacielsko po plecach


*



Nie żałowała, że wróciła do tego miejsca, przeciwnie. Wreszcie była szczęśliwa, miała kogoś z kim mogła szczerze porozmawiać.Miała pewność, że nigdy jej nie zdradzi, nie zostawi w potrzebie. Po raz pierwszy od kilku tygodni poczuła, że wraca dawny zapał.



_________________________________________________

Miał być wczoraj jest dzisiaj.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie
Kocham Was

EDIT: Popatrzyłam na licznik i aż mnie zatkało Dziękuję
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Muszę koniecznie coś napisać !
23 dni - trochę jest do nadrobienia...
Jutro odcinek
 

 

Pośpiesznie wyszłam z baru



*



Wyszła.Nie liczyła ile razy odwróciła głowę tylko po to ,by przekonać się czy to on.Jej jedynym marzeniem było zatonąć w jego magicznych oczach,które spotkały się z jej zaledwie dwa razy.Dostrzegała w nich niezwykłą siłę ,która za każdym razem przeszywała ją na wylot,paraliżując zmysły.Nie wiedziała czy życie skrzywdziło ją najbardziej,czy ona sama.W głębi serca wiedziała ,że prawda jest taka, że wszyscy ją skrzywdzą.
Trzeba tylko potrafić odróżnić tych, dla których warto cierpieć.Zdecydowała się uciec.W głębi serca wiedziała,że nie boi wyborów, ani trudnych decyzji,lecz ich konsekwencji.Stąpając równym krokiem po mokrej od deszczu ulicy czuła jak powoli rozmywają się jej rozchwiane myśli...O mroku, który przychodzi wraz z zachodem słońca, towarzyszu księżyca, ona oddana samotności,szła ku wieczności.Znów uciekła przed swoim cichym aniołem ,który podniósł ją gdy jej skrzydła zapomniały jak latać...Dlaczego tak postąpiła ? Sama nie potrafiła wyjaśnić sensu swojego działania...



*



Idę na przód.Raz po raz napotykam na kałużę ,która rozpryskuje się we wszystkie możliwe strony.Po kilkuminutowym marszu nie pozostaje na mnie sucha nitka.Staję przed drzwiami mieszkania.Wkładam złoty kluczyk do zamka i zwinnie przekręcam.Wchodzę do środka.Mam wyrzuty sumienia ,może powinnam była tam zostać.Czemu zawsze muszę wszystko zepsuć?I znowu burczy mi w sercu...Wierzę, że jeszcze gdzieś się spotkamy.
Do tego czasu warto oddychać.Bywają takie momenty , kiedy uśmiecham się tylko po to , żeby się nie rozpłakać . Teraz właśnie to robię.To łatwe wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Sztuką jest sprawić, by uśmiechało się serce. To stąd tyle w nas smutku - mało kto próbuje dotrzeć głębiej. Czasami nikt.On próbuje i to mu wychodzi.Niesamowite...Chyba zacznę wierzyć w zjawiska paranormalne .W to ,że jednak w ludziach można odnaleźć wrażliwość.Znaleźć się daleko od rzeczywistości.Bardzo daleko.
Siadam ,wpatruje się w ogień wygasającej już świecy.Migota tak jak moje wnętrze.Kłębią się we mnie przeróżne marzenia.Jestem nieporadna wobec siebie i świata.Powinni mi przyznać medal, za popełnianie życiowych błędów w najbardziej prymitywny sposób, jaki jest tylko możliwy.



*



Samotna jak źdźbło trawy w samym środku pustyni.Brnęła przez życie,dalej mając nadzieję ,że los przygotował dla niej coś więcej niż tylko samowystarczalność.Wbiła wzrok w okno.Chciała ,żeby zwyczajnie przeszedł obok,uśmiechnął się.Dałoby jej to choć jeden powód do szczęścia.



*



Patrzę na tarczę księżyca.Próbuję odczytać z gwiazd swoją przyszłość.To co jest mi pisane...Patrzę w niebo.Przed moimi oczami ukazuje się spadająca gwiazda.Nie trudno domyślić się jakie jest moje marzenie.Nie wierzę w takie rzeczy ,ale może warto...
Kładę się na łóżku.Okrywam ciało miękką pościelą.Zamykam oczy i odpływam do krainy snów.Tam czuję się wolna,jestem władcą swojej fantazji.



#



Otwieram oczy.Niechętnie i leniwie wstaję na równe nogi.Wychodzę na balkon.Patrzę na budzące się ze snu miasto.Do moich uszu wdzierają się świergoty ptaków stłumione dźwiękiem silników.Wiatr ,hałas i jego uśmiech wpleciony w moje myśli.Mój świat...Świat niespełnionych marzeń i niezrealizowanych planów.Wtulona we własne życie znów rozpaczliwie usiłuję budować je od podstaw.Siedzę ze wzrokiem wrytym w ławkę znajdującą się tuż przy moim balkonie.Wodzę wzrokiem za ludźmi.Chodzi o to że po prostu się w tym wszystkim gubię..Mam wrażenie że czegoś szukam, ale jeszcze nie wiem czego.Może właśnie to czego teraz potrzebuję jest na wyciągnięcie ręki? Nasunęła mi się jedna myśl. 'co by było gdybym wiedziała, ile zostało mi dni ?' zamykam oczy. Zaczynam sobie wszystko wyobrażać.'Chciałabym, żeby moja śmierć pozostała tajemnicą' - zaczęłam głośno myśleć.'Nie okłamuj się,masz zbyt mało by żyć,ale zbyt wiele by umrzeć' - coś we mnie drwiło.Wkładam słuchawki i włączam głośną muzykę 'nie myślę już o tym!' - wyrwało mi się z ust.Na chwile zapomniałam o świecie. Wiedziałam, że nie mogę tak dalej. 'na końcu podróży nikt na mnie nie czeka' - w pewnym momencie mówię -'będzie dobrze' Pomogło.Zaczęłam planować wieczór.Podnoszę się, zamiast poddawać.Czyżbym miała kontrolę nad samą sobą?
Popatrzyłam na ławkę.Nie była pusta.Siedzieli na niej jacyś młodzi ludzie.Są szczęśliwi.
Wychodzę na ulicę.Mijam te same schody ,te same drzwi.Wychodzę.Rzucam ukradkiem spojrzenie na ludzi siedzących na ławce.Po chwili wszystko łączy się w racjonalna całość.'To Bruno'-pomyślałam.Coś we mnie zadrżało.Odezwać się ,a może nie wtrącać się w jego prywatne sprawy ? Czemu życie zawsze stawia go na mojej drodze i bawi się mną jak dziecko klockami LEGO.Dostosowuje mnie do własnych upodobań ...I znów na usta ciśnie się jakże proste ,a za razem irytujące słowo - "przypadek"
To co teraz czuję ,w jakimś stopniu można nazwać...zazdrością? Nie.Stanowczo odganiam od siebie taki tok myślenia.Zadzieram głowę do góry i idę dalej...
-Emily ! - wiedziałam ,że to powie ,nie wszystko jest takie łatwe jakim się wydaje
-O ! Cześć -odpowiadam patrząc na Bruno
-Powinienem Was sobie przedstawić...Emily to jest Chanel.Chanel to Emily
-Miło mi Cię poznać - uśmiecham się podając dłoń dziewczynie o hawajskiej urodzie
-Mi również- odwzajemnia gest
Jestem nieco zmieszana całą sytuacją. Co ich łączy ? Przyjaźń ,a może jednak coś więcej...



*



Choć niepewność nie znikła, wiedziała, że szkoda jej tracić to co nawet nie miało szansy się zacząć.Teraz ,gdy pojawiła się kolejna osoba ,zrozumiała co tak naprawdę do niego czuje.Nie jest zwykłym człowiekiem.Wiedziała to od pierwszej chwili jednak z upływem czasu coraz bardziej utwierdzała się w tym przekonaniu.Wiedziała ,że jej na nim zależy,że jest kimś więcej...Noc,była jej dobrą przyjaciółką, której mogła zwierzyć się ze wszystkiego.A dzień? to zwykły znajomy z którym często zmagała się uważając, by nie powiedzieć za dużo.Ona nie chciała się narzucać.Ona nie chciała mu komplikować życia sobą . Nie wiedziała, że znaczyła dla niego więcej.Dużo więcej...Możliwe ,że wszystko...


_________________________________________________

Gotowy !


Przepraszam ,że robię spore odstępy w czasie z dodawaniem odcinków...

Mam nadzieję ,że nowa część choć troszeczkę Wam to zrekompensuje.
Dziękuję za komentarze
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Po pierwsze piszesz tak niesamowicie, a tak rzadko, czemu? Po drugie dzięki tym odcinkom natchnęłaś mnie na pisanie własnego ;) strasznie mi się podoba, nie wiedziałam że masz taki talent :) opowiadanie trafia do moich ulubionych!
  • awatar Rose^^: oTAGowałam Cię ;) nowa zabawa ;* Zapraszam
  • awatar Gość: Nananan ! Dawaj kolejny nie mogę żyć w takiej niepewności :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
-Tak...-obserwuje każdy mój ruch z zaciekawieniem powoli wymawiając kolejne głoski
Po moim policzku spływa pojedyncza łza ,którą pośpiesznie wycieram rękawem.Nie rozumiem czym jast wywołana.Może smutkiem , a może wręcz przeciwnie...
-Nie płacz.Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.- uśmiechna się , siada obok mnie i splata nasze palce
-Nie płaczę ...-zaprzeczyłam nieco zmieszanym tonem patrząc na nasze dłonie,uśmiecham się syntetycznie
Jego słowa zadziałały na moją psychikę w niezwykły ,ale jakże skuteczny sposób.Do tej pory był najmilszym zakłopotaniem moich myśli, teraz ,gdy nasze ścieżki znów się złączyły nie mam odwagi z nim porozmawiać.Te dwie rzeczy, które trudno powiedzieć, 'cześć' po raz pierwszy i 'żegnaj' po raz ostatni.Dlaczego uciekam od przyjaźni ? Uciec , a może zostać ? Nie mogę nadal wiązać swiata rzeczywistego ze światem moich trosk...
-Nie wstydź się łez ... Nie są powodem słabości,lecz dowodem na to ,że czujesz-poklepał mnie przyjaźnie po ramieniu
Spoglądam w jego stronę.Czemu człowiek który tak nagle i zupełnie przez przypadek pojawia się w moim życiu potrafi mnie zrozumieć?A może słowo 'przypadek' jest usprawiedliwieniem tego,czego zwyczajnie nie potrafimy wyjaśnić...?
-Wszystko w porządku ?-pyta wpatrując się w moje oczy
-Jasne-posyłam mu sztuczny uśmiech
-Wiem,że tak nie jest
Ma rację.Cóż,własnie tego potrzebowałam.Całkowitego zrozumienia,bez słów.
Chłopak podnosi się ,kierując kroki na scenę...Dziwne,odczuwam ,że czegoś mi brakuje...


*


Obserwowała każdy jego gest.Nawet nie wiedziała jak ma na imię,a co dopiero nie znała jego osobowości. Wiedziała już ,że jest niezwykłą i wrażliwą osobą.


*

Schodzi ze sceny podchodzi do mnie.
-Powinienem się przedstawić...Jestem Peter ,ale mów mi Bruno -uśmiecha się
-Emily...Miło mi - odwzajemniam gest
Dopiero w tym momencie przełamuję częściowo moją nieśmiałość
W tle słychać powolną muzykę.Na parkiecie jedynie kilka osób tańczy w jej takty.Bruno obserwuje wszystko co dzieje się wokół nas.
-Emily...?- spogląda na mnie ukradkiem
-Tak?
-Zatańczymy?

Nic nie mówię. Odpowiedź wyczytał z moich oczu. Delikatnie oplata swoją ciepłą dłonią, moją. Przez ciało przebiega lekki dreszcz. Wstaje i kieruje się w stronę parkietu. Idę za nim.Całkowicie mu ufam.Obejmuje mnie w pasie. Przylegam do niego, zarzucając lekko ręce na szyję.Odrywam się od rzeczywistości.Napawam nozdrza jego zapachem ,usiłując zapamiętać każdy szczegół tej niesamowitej chwili.Błądząc oczami po jego twarzy starałam się zachować ją w pamięci.

(Odtwórz




Każdy mój krok jest niepewny.W piosence widzę odbicie emocji,które mi towarzyszą...Wsłuchując się w słowa wydobywam w myślach ich cudowną esencję.

*

Tańczyli równo.Deptała mu po piętach jednak on nie zważał na to. Teraz ważni byli jedynie oni.Cały świat zniknął pod osłoną codzienności.Wszystko odleciało na drugi plan.Popatrzyła w jego czekoladowe oczy i głęboko rozmyślała. Był dla niej kimś więcej niż tylko przypadkowym człowiekiem.Był zagadką.Miała wrażenie,że pochodzi z zupełnie innego świata.Miała odczucie ,że jest aniołem stróżem ,którego Bóg zesłał jej z nieba...Sama uważała,że na miano anioła nie zasługiwała.Z resztom gdyby nim była już dawno wskoczyłaby do czarnej farby...

*


"...I have loved you for a
Thousand years,
I'll love you for a
Thousand more...."

Wraz z ostatnimi nutami piosenki nasze ciała rozdzielają się.Wracam do rzeczywistości.Ten taniec całkowicie odmienił moje podejście do świata,życia i ludzi.Z pełną odpowiedzialnością mogę nazwać to wydarzenie 'Najpiękniejszym 5 minut mojego życia'...

-Dziękuję...-Bruno szepnął do mojego ucha gładząc moje czarne włosy
-To ja dziękuję.Za to ,że nie pozwoliłeś mi się poddać...


______________________________________________

Tak jak obiecałam ...



Dedykuje ten odcinek wszystkim kochanym czytelniczkom

Kocham Was
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: O żesz Ty! Zatkało mnie, dlaczego dopiero teraz to czytam :0 aż jestem na siebie zła, piszesz znakomicie! Niesamowity talent :) a piosenka idealna :) rozmarzyłam się!!
  • awatar it will rain ♥: OMG, przeczytałam wszystkie odcinki i stwierdzam, że niesamowicie piszesz :D Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek :)
  • awatar Young, wild girl ♥: cudnyy *_*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Siedzę i właśnie do mnie dotarło ,że ostatni odcinek był 9 dni temu

Wybaczcie...

W związku z powyższym jutro będzie naprawdę długi odcinek...

Jeśli oczywiście jesteście chętne do czytania dalszych losów Emily i Bru...
  • awatar Story of Bruno Mars.: @Rose♥♥♥: Gratuluję ;) Odcinek się pisze :D
  • awatar Rose^^: a i ja chce kolejny odcinek ;)
  • awatar Rose^^: poszukam jeszze raz, nie poddam się... Wczoraj znalazłam całkiem przypadkowo słuchawki do komórki w... piórnikiu którego nie używam od zeszłego roku... :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ok ,na początku chciałabym bardzo podziękować osobom ,które poświęciły swój czas ,przeczytały moje poematy i wyraziły swoją opinię.Dzięki dziewczyny ,jesteście kochane
Dziękuję również za liczne odwiedziny ,nie spodziewałam się tego...
No to bez dłuższych wstępów zakańczam przedmowę i zamieszczam kolejną część

_________________________________________________


Nie mija jednak godzina ,gdy okazuje się ,że koniecznie muszę zjawić się w Brooklyn.Dlaczego to zawsze spada na mnie? Niestety nowe ,cudowne życie musi jeszcze poczekać...

*Brooklyn*

Do moich uszu dobiegła cicha melodia.Szybko domyśliłam się ,że wygrywana jest na gitarze.Jestem tak bardzo ciekawa kto tak wdzięcznie i delikatnie uderza w struny instrumentu.Siadam na ławce ,by móc rozkoszować się tym ,co słyszę.Zamykam oczy.Zatracam się w uroku chwili.Zastanawiam się gdzie może mieć źródło coś tak uroczego.Otwieram oczy i podążam w jej stronę.Przechodzę kilka metrów skręcam w jedną z bocznych uliczek miasta.Wzrok przykuł mi młody chłopak.Nie zauważył mojej obecności.Przeszłam więc jeszcze kilka kroków.Sama nie wiem co mną kieruje.Po chwili zajmuję miejsce obok niego wyrywając go tym samym z transu.Unosi wzrok.Ma piękne czekoladowe oczy.Te oczy...paraliżują zmysły.Jego ciemna karnacja doskonale harmonizuje z czarnymi loczkami.Patrząc na niego widzę jak wielką miłością darzy muzykę.Lekko opuściłam głowę na dół, zasłaniając twarz kurtyną z moich czarnych włosów.Po prostu jestem bardzo nieśmiała i zapewne moja twarz zalała się rumieńcem.Mam nadzieję, że umknie to jego uwadze.Siedzę nadal w tej pozycji ,nie zdobywam się na żaden ,nawet najmniejszy gest.Widzę jak nieznajomy rzuca na mnie ukradkowe spojrzenia, znów subtelnie uderza w struny instrumentu ,który spoczywa w jego rękach.
Posłał mi miły uśmiech,jednak nie był on zwyczajny lecz niezwykły i unikatowy.Mimowolnie odesłałam mu podobny. Odnoszę wrażenie (być może złudne),że mamy ze sobą ogromnie wiele wspólnego.Spontanicznie podaje mi instrument.Nie ukrywam,nigdy nie miałam w ręku gitary.Jestem więc nieco skrępowana całą sytuacją,nie powinnam tu być.
-Ja...nigdy nie grałam...-wycedziłam z nieco zmieszana miną,nie miałam pojęcia do czego dąży
-To nic...-nie zmieniał wyrazu twarzy
-Nie rozumiem-wskazałam na przedmiot-oddałam mu instrument-Proszę ,jest twoja-pośpiesznie zerwałam się z miejsca.Nie chciałam się spóźnić.
Pobiegłam do pociągu.

*

Nie chciała dłużej żyć w samotności.Czuła ,że nie powinna tam zostać .Uciekła przed przyjaźnią ,zrozumieniem.Sama nie wiedziała dlaczego tak postąpiła.Siedziała ściśnięta pomiędzy przeszłością i (być może) utraconą przyszłością.Za każdym razem gdy znajdowała klucz do szczęścia,
zawsze ktoś wymienił zamek.Tym razem zrobiła to sama.Żałowała.Bowiem gdy krzyczysz , słyszą Cię wszyscy . Kiedy szepczesz , tylko Ci najbliżsi . Lecz gdy milczysz , usłyszeć Cię może tylko Twój przyjaciel.On zrozumiał.Widział jej ogromną miłość do muzyki.Te kilka ukradkowych spojrzeń,które tak dobitnie mówiły o tym co ważne.Teraz był jedyną piosenką, jaką chciała słyszeć, melodią szybującą przez atmosferę jej wrażliwego serca.Nie mogła zapomnieć, nie chciała...

*

*Los Angeles*

Czas zapomnieć o wszystkim , zostawić to co zaczęłam. Moje marzenia,plany,wizje...Czas zacząć żyć normalnie,patrząc przez pryzmat rzeczywistości.Oficjalne wracam do nowego miasta,zakończę to,co jeszcze nie zdążyło się zacząć.Będę szczęśliwa.Kiedyś...
Jestem na etapie chcenia wszystkiego czego mieć nie mogę.Irytujące.Marzenia...są jak bańki mydlane ,gdy tylko ich dotknę rozpływają się w powietrzu.Moje jest banalne...Zacząć wszystko od początku,jednak jestem pewna ,że nie ma bardziej skomplikowanego pod każdym względem.

Postanawiam wyjść na miasto,poznać nowych ludzi i dołączyć do mojego życia kilka nowych istnień.Siadam na ławce.Przemierzam wzrokiem ulicę,do moich uszu dobiega cicha melodia.Szybko zdałam sobie sprawę ,że dochodzi z jednego z pobliskich klubów.Wstaję.Stąpam powoli starając się wyłapać ,każdy dźwięk.Chcę,by ten moment trwał wieczność.Niestety, wieczność trwa zaledwie około trzech minut. Wraz z ostatnimi nutami piosenki,przekraczam próg klubu.Ściany pomalowana na szkarłatny kolor.Kilka niewielkich stolików i podest na którym stoi mikrofon.Świece nadają wnętrzu niesamowitego charakteru i niepowtarzalnego uroku.Zamykam oczy,do moich uszu dobiegają kolejne nuty,po chwili do melodii dołącza głos.


Otworzyłam oczy. To był on...

*

Poczuła strach , gorący i ściskający za gardło . Nie mogła oddychać. Przeczucie mówiło jej ,że zamieniła rzeczywistość w iluzję .Nie uchyliła powiek,nie miała odwagi.Co robić ? Nie miała pojęcia , czy starczy jej odwagi... Czy faktycznie chciała prawdy i autentyczności ? Czy nie łatwiej zasłonić starach iluzją i kłamstwami ?

Patrzył na nią. Nie wiedział czemu siedzi w bezruchu.Bał się wykonać jakikolwiek krok,nie wiedział co dalej zrobi...ale wiedział jedno,chciał jej pomóc.Zszedł ze sceny.Pokierował się w jej stronę.Otworzyła oczy...

*

-To ty...


____________________________________

Pozostawiam bez komentarza


  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Uła :) zatkało mnie, naprawdę piszesz niesamowicie, opisy są genialne, świetnie odzwierciedlają wszystkie emocje towarzyszące danej chwili :) podoba mi się!
  • awatar Story of Bruno Mars.: @Brunoholic: Miło mi ;) :*
  • awatar Brunoholic: Twoje opowiadanie jest *niesamowite!* :D Cieszę się, że trafiłam na nie ;) Oczywiście, czekam na następny odcinek ;) :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Znów siedzę sama. Za oknem mrok. W pokoju zapalone jedynie kilka świeczek, których płomienie niekiedy zadrżą.W głowie echem odbija się melodia smętnej piosenki, która idealnie pasuje do mojego nastroju.Samotność.
Naciągam na nos kołdrę,która subtelnie otula mnie przyjemnym uczuciem chłodu.Wiatr wpada przez uchylone okno delikatnie porusza firanką. Księżycowy blask krząta się bezwiednie po zakamarkach pomieszczenia.
Wstaję.Cicho i bezszelestnie stąpam przed siebie.Cienki materiał opinający moje ciało raz po raz zostaje muśnięty przez łagodny powiew.

*

Szła powoli,równo,jednak patrząc na nią miało się wrażenie, że za chwilę potknie się o swój własny cień. Potrzebowała marzeń, nie umiała pozbyć się ich,ot tak po prostu. Była od nich uzależniona. Zamknęła oczy.Utonęła w swoich fantazjach, to potrafiła robić najlepiej...Dawało jej niezwykle dużo energii.Uważała to za jedyny sposób ,by uspokoić swoje rozchwiane myśli.Zawsze miała awersję do swojego życia.Nie przypominało ono bowiem białej kartki papieru,jej była zarysowana niezwykle silnie brudzącym pędzlem problemów i rozterek.Z powrotem zamykała bolesne wspomnienia, głęboko w środku swojej duszy.Jak w kalejdoskopie mimowolnie przed jej oczami przelatują przeróżne wspomnienia.Chłonęła je i dokładnie analizowała raz po raz po jej policzku spływały pojedyncze łzy.

*

Usiadłam na parapecie.Podkurczyłam nogi i oparłam na nich głowę .Kosmyki moich ciemnych włosów łagodnie łaskotały nogi.Odgarnęłam je i nieumyślnie odsłoniłam jeden z moich kolczyków ,w którym odbił się płomień niedopalonej świecy.Podmuch wiatru co rusz muska moje zimne wargi i pieści skórę.Przyjemny dreszcz przebiega przez moje ciało powodując 'gęsią skórkę'. Jedna ze świec rozpaczliwie tli się rzucając na ścianę niezwykły cień .Po chwili gaśnie.Kieruję kroki w stronę łóżka i opadam na miękką pościel.Wtulam twarz w poduszkę i po woli odpływam ...

Obudziłam się.Przeciągam się błogo.Mając jeszcze mgłę przed oczami, patrzę na zegarek.Dopiero teraz dociera do mnie ,że nie mogę dłużej marnować życia.Czas ucieka mi przez palce.Może dlatego ,że ciągle go gonię ? Powinnam zacząć optymistycznie patrzeć w przyszłość , zacząć spełniać swoje marzenia,zacząć normalnie żyć . Nie mogę wiecznie utwierdzać się w przekonaniu ,że życie to ciągłe przemijanie...Czas na przełom.Jutro moje życie ulegnie diametralnym zmianą.Zostawię tu moje życie i ucieknę do miasta moich marzeń.Do miasta aniołów-cudownego Los Angeles.Mam nadzieję ,że uda mi się tam odbudować wszystko,co zniszczyłam tu.Realizować marzenia i poświęcić życie królowej mojego serca ,muzyce.Jest mi szczególnie bliska,bardzo wiele jej zawdzięczam.Towarzyszy mi na każdym etapie mojej drogi .Jest częścią mnie i nie potrafię bez niej normalni funkcjonować.Myśląc o niej od razu ciśnie mi się na usta słowo : "kocham".




Los Angeles.Kalifornia.Piękno i magia tego miasta przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania.Czuję ,że to moje miejsce.Moim najgorszym więzieniem była przeszłość.Skoro już przy własnej osobie jestem to mam na imię Emily ,jestem 24-letnią kobietą która pragnie się spełnić.Mój wygląd ? Nic ciekawego.Ciemne długie włosy lekko pofalowane na końcach.Błękitne oczy ,których kolor bardzo mnie drażni.Cóż ogólnie nie ma o czym mówić,nie jestem jakoś wybitnie piękna.Poza tym nigdy nie marzyłam o urodzie rodem z Hollywood.Brakuje mi tej siły przebicia ,towarzyszącej światowi show-biznesu.Moje życie jest pełne rozczarowań.

*

Myliła się jednak wydając taki sąd o swojej powierzchowności.W prawdzie nie była zgoła podobna do sławnych osobistości.Miała natomiast wiele oryginalnego wdzięku .Była osobą smukłą , zgrabną.Gęste,krucze włosy sfalowane przy końcach. Jej duże błękitno-niebieskie oczy przysłonięte długimi rzęsami , choć ich kolor nie zachwycał jej samej,prawdziwie urzekał wielu ludzi.Mimo to uważała się za brzydką ,a pochlebne słowa nie zawróciły jej w głowie.

*

Przechadzając się po nowym mieście staram się zapamiętać każdy jego szczegół.Ciągnąc za sobą walizki idę tanecznym krokiem w kierunku nowego mieszkania.Napawam swoje nozdrza świeżym powietrzem ,abym mogła dogłębnie je poczuć.Czuję ,że jestem w domu

_________________________________________________

Ooo...Skończyłam. Wiem ,wiem ,ale proszę nie zniechęcajcie się od razu.
Oczywiście konstruktywna i szczera opinia mile widziana
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Witam drogie Pingerowiczki,

Jestem tu pierwszy raz więc proszę o wyrozumiałość.Długo zastanawiałam się czy ten blog powinien powstać ,ale chyba było to nieuniknione. Obserwuję wasze miniblogi o Bruno od dłuższego czasu.Postanowiłam więc ,że również spróbuję poprowadzić podobny.Konkretnie chciałabym przedstawić wam moje opowiadanie.Opowiadanie o charakterze miłosnym zabarwione nutką mojej wyobraźni.Oczywiście z udziałem Bruno ,czyli... zobaczymy jak daleko moja fantazja popłynie.
Mam nadzieję ,że na zabijecie mnie po pierwszym odcinku. Konstruktywna krytyka jest bardzo mile widziana.

Dziękuję za przeczytanie
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›