• Wpisów: 14
  • Średnio co: 141 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:13
  • Licznik odwiedzin: 25 387 / 2119 dni
 
onlybruno
 



Wracam do domu ze sklepu, właściwie po wojnie z samą sobą... Kiedyś tak po prostu usiądę, popatrzę w niebo i powiem: Tak, nareszcie znalazłam miejsce, w którym Cię nie widzę...Ale, czy naprawdę tego chcę? Całkowicie wymazać z pamięci tylko te kilka chwil, a może aż tyle chwil? Nie mogę zostanie we mnie, dopóki będę żyć. I być może znów narażam się na niepotrzebne kłopoty, wkraczam do Jego życia.Ufa mi...Chyba, a zaufanie (w moim przypadku) to świadomość, że ktoś może Cię skrzywdzić jednym łatwym ruchem i stuprocentowa pewność, że tego nie zrobi. Nie potrafię krzywdzić, choć często zdaża mi sie to wbref mojej woli.Świat toczy sie własnym rytnem,często za nim nie nadąrzam.Wszystko jest conajmniej dziwne... Widziałam w moim życiu setki uśmiechów, ale żaden nie przyspieszył bicia mojego serca tak jak ten jeden.Niepowtarzalny, ciepły,  szczery i ten jedyny... Znów mam mentlik w głowie-bez nadziei , bez jutra , bez wiary w szczęście.


*


To właśnie czas pokazuje jej kim dla kogo jest i ile znaczy.Wiedziała to... Liczyła, że czas odsłoni jej tajemnicę słodkiego uczucia drugiej osoby u swego boku. Pozwoli doświadczyć troski, bezgranicznego i niezależnego zaufania.Cierpiała jak nigdy wcześniej. Ból emocjonalny rozdzierał ją od środka. Jednak, przed nim, udawała szczęśliwą. Tłumiła w sobie rozpacz. Uśmiechała się, imitowała radość.. Nie chciała go usatysfakcjonować. Wolała udawać szczęśliwą, niż tłumaczyć każdemu co jej jest. Miała jednak wrażenie, że każde słowo interpretował po swojemu.


*


Siedzę, bez celu spoglądając w okno. Być może brakuje mi świeżego powietrza, warkotu silników, a może po prostu potrzebuję człowieka. Rozmowy. Zwyczajnie przyjaciela.Wielkimi krokami miesiąc dobiega końca, a z tym wiążą się rachunki...Na szczęście odłożyłam nieco grosza. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę znaleźć pracę. Przeglądam kupioną w pobliskim kiosku gazetę. Nie trudno się domyślić, że pierwszą rzeczą jaką czytam są ogłoszenia. Właśnie dociera do mnie, że w niczym nie jestem wystarczająco dobra. Kocham śpiewać...Zawsze marzyła mi się scena.Zamknęłam już ten rozdział w moim życiu, mam dosyć wokalnych wzlotów i upadków. Próbuję odpędzić te niespełnione marzenia daleko poza zasięg mojej rozległej wyobraźni. Z każdym dniem odczuwam coraz większą niechęć do siebie...


*

Jej serce biło w rytmie jakie podyktował jej los.Wiedziała,  czego pragnie. Nie wiedziała jak to osiągnąć. Kochała muzykę, ludzi, życie(na swój sposób). Miała świadomość, że kiedy zabraknie choć jednego z tych czynników, wszystko straci sens.Nie miała wiele, ale to i tak za dużo by wszystko stracić.Chciała wracać do kraju, ale przeczucie, mówiło, że jej misja tu jeszcze się nie skończyła. Miała tak wiele powodów aby wracać, kilka by zostać...


*


Odkładam gazetę na stół. Wkładam buty. Przekraczam próg domu kierując się w stronę klubu, w którym przeżyłam być może najwspanialsze chwile w życiu. Idę z nadzieją, że znów się z nim spotkam. Szczerze porozmawiam. Może lepiej byłoby zerwać wszelkie kontakty ? W tym momencie kieruje mną jakaś dziwna siła, która sprawia, że mam nieodpartą ochotę się tam zjawić.Nie powinnam
Jak się raz przekroczy granicę...to się już nie ma żadnych oporów przed przekroczeniem jej po raz kolejny, i znów kolejny. Moja głupota bierze górę.
Przekraczam mury klubu. Badawczo rozglądam się wokół, kieruję wzrok na "scenę". Na niej dostrzegam jedynie stojak od mikrofonu. Podchodzę do baru, by zamówić sobie drinka. Może uda mi się w nim utopić wszystkie troski? Upijam łyk. Nagle na ramieniu odczuwam dotyk. Jest mi dziwnie znajomy. Gwałtownie odwracam głowę.

- Witaj Emy. - ciepło się uśmiecha, od razu rozpoznaję Jego głos.Tak dawno Go nie widziałam. nagle przez moje myśli przelatuje ogromna fala wspomnień.

- Harry ? Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach nareszcie się spotykamy.Pamiętam, każdą wspólnie spędzoną chwilę...Nie mogę w to uwierzyć.-upijam łyk napoju. - jak się tu znalazłeś i...dlaczego tak nagle i bez uprzedzenia zniknąłeś z mojego życia? Nawet nie wiesz jak bardzo mi Cię brakowało ...


*

Wiedziała, że należał do ludzi do których się przyzwyczaiła, z których odejściem nie była się w stanie pogodzić. Był jej jedynym przyjacielem, z którym przeżyła całe dzieciństwo.Pamiętała każdą wspólną minutę. Niezależną pomoc, o którą nie musiała prosić.

*

- Emy...- popatrzył na mnie - nic się nie zmieniłaś...Ciągle masz wielkie oczy dziecka.- posłał mi uśmiech.Ja tylko zmierzwiłam mu włosy, jak to bywało za dawnych lat. Nigdy mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
- Ej... - powiedział przeciągle, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem - Nic się nie zmieniłaś... - powtórzył - Nic, a nic...
- Co Cię sprowadza do Los Angeles? - znów pociągnęłam łyk alkoholu
- Marzenia...- pokiwałam twierdząco głową
- Rozumiem...- poklepałam go przyjacielsko po plecach


*



Nie żałowała, że wróciła do tego miejsca, przeciwnie. Wreszcie była szczęśliwa, miała kogoś z kim mogła szczerze porozmawiać.Miała pewność, że nigdy jej nie zdradzi, nie zostawi w potrzebie. Po raz pierwszy od kilku tygodni poczuła, że wraca dawny zapał.



_________________________________________________

Miał być wczoraj jest dzisiaj. :(
Mam nadzieję, że mi wybaczycie :)
Kocham Was :*

EDIT: Popatrzyłam na licznik i aż mnie zatkało :0 Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego