• Wpisów: 14
  • Średnio co: 141 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 20:13
  • Licznik odwiedzin: 25 387 / 2119 dni
 
onlybruno
 




Spędziłam cały wieczór na rozmowie o wszystkim i o niczym. Przywołałam do siebie wspomnienia, dotarło do mnie, że moje życie nie jest aż tak beznadziejne. Ostatnimi czasy nie mogłam się ze sobą oswoić.
Gdy naczynie z alkoholem było już opróżnione do pomieszczenia weszła znajoma mi postać. Tak, był to Bruno. Rzucił na mnie spojrzenie, po chwili jednak przeniósł je na Harry'ego, miałam wrażenie, że nie przypadł mu do gustu. Szybkim krokiem wszedł na scenę, na którą odprowadziłam go wzrokiem.

- Emy...- powiedział przyjaciel wyrywając mnie tym samym z głębokich przemyśleń
- Tak? - odgarnęłam zachodzące na twarz kosmyki niesfornych włosów.
- Wszystko w porządku? - próbowałam uniknąć kontaktu wzrokowego
- W jak najlepszym. - starałam się by to zabrzmiało stanowczo, miałam jednak odczucie, że do mojego głosu wdarła się nutka zawahania. Nigdy nie byłam uzdolnionym kłamcą.
- Emily, popatrz na  mnie...- wymówił to prawie niedosłyszalnie.
- Harry, naprawdę w porządku. - nie miałam zamiaru mu się tłumaczyć
- Znasz tego chłopaka? - najwyraźniej domyślił się co jest powodem rozproszenia naszej rozmowy  
- Nie wiele o nim wiem...- zamyśliłam się - Proszę, zmieńmy temat.- zasugerowałam
- Dobrze, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać...
- Dziękuję.

*

W głębi serca wiedziała, że potrzebuje rozwiązania zagadki, jaką stanowił dla niej Bruno. Tkwiło w niej dziecko, które desperacko potrzebowało zrozumienia i miłości.

*


Mimo, że Bruno stał kilka metrów obok i miałam go na wyciągnięcie ręki, bałam się. Mimo, że tęsknota za jego głosem zżerała mnie od środka, nie potrafiłam zwyczajnie podejść i powiedzieć 'cześć'.
Tęsknota to chyba najdziwniejsze uczucie na świecie. Z jednej strony obumieram, nie mogę funkcjonować normalnie,a z drugiej to dzięki niej uświadamiam sobie jak wiele dana osoba dla mnie znaczy. Bruno znajdzie miejsce w czołówce rzeczy niezbędnych.
Znów czuję jak czyjś wzrok przeszywa mnie na wylot, stawiam, że to on. Nie rozumiem tylko dlaczego jestem w centrum jego uwagi...Jak wyjaśnić sam fakt, że tu przyszedł? Spodziewał się, że tu będę? Może wręcz przeciwnie. Zadaję sobie setki podobnych pytań. Byłabym usatysfakcjonowana, znając odpowiedź na przynajmniej jedno z nich.
Wstaję i jakaś siła popycha mnie w kierunku tajemniczego chłopaka. Usiłuję nad tym zapanować.
- Gdzie idziesz? -  przyjaciel zadaje pytanie, na które nawet ja nie znam odpowiedzi
- Sama nie wiem...-wycedziłam nieśmiało - chciałam...rozprostować nogi.
Przyjaciel pokiwał  tylko głową.
Idę przed siebie, alkohol robi swoje. Lekko się zachwiałam.
- Nie wywal się, niezdaro - Harry powiedział i szeroko się uśmiechnął
- Skąd Ci to przyszło do głowy - wytknęłam mu język

*

Lubiła patrzeć na jego minę gdy, jej 'dokuczał'. Wiedziała, że jest przyjacielem. Prawdziwym... tym pójdzie za nią na koniec świata i odda jej swoją przyjaźń , pójdzie. nie bedzie czekał aż wróci... Zawsze taki był. ufała mu jednak bała się opowiedzieć mu o własnych uczuciach, być może z troski. Nie chciała wciągać go niepotrzebnie w wir swoich osobistych trosk. Nie chciała, żeby wiedział jaka jest słaba. Miało to teraz małe znaczenie. Podbudował na nowo jej 'ja', zaczął od fundamentu budowę nowego etapu w jej życiu. Codzienne pracował razem z nią na definicję samej siebie.

*

Wodzę wzrokiem po sali szukając wzrokiem Bruno. Teraz, kiedy zdobyłam się na odwagę, gdzieś mi umknął. Może nie powinnam utrzymywać z nim konkaktów, trzymać go od siebie na dystans. Być może każde posunięcie w stronę znajomości z tym chłopakiem znajdzie się na liście moich największych życiowych błędów. Któregoś dnia odejdę…Po cichu, nikt tego nie zauważy. Zamknę za sobą drzwi, by otworzyć kolejne, prowadzące do szczęścia(mam nadzieję).

Zupełnie niespodziewanie Bruno staje przede mną.
- Bruno... Co ty tu robisz? - udaję, że wcześniej go nie zauważyłam (jak wcześniej wspomniałam nie jestem dobra w te klocki)
- Emy... Cześć.- uśmiechnął się - nie zauważyłem Cię wcześniej...Co u Ciebie?
- W porządku, a ty? - próbowałam podjąć jakiś sensowny temat
- Po staremu. -  odpowiedział - Emy, mogłabyś dać mi numer telefonu? - w jego głosie wyczułam niepewność
- Jasne, a co? - podyktowałam rząd cyfr
- Nic, tak poprostu na wszelki wypadek. Może kiedyś będziesz musiała mnie ratować...- zaśmaiał się
- Nie byłabym tego taka pewna. - przeczesałam dłonią włosy  
Podał mi karteczkę. Szybko domyśliłam się co na niej jest.
- Dzięki, mi napewno przyda się bardziej niż Tobie. - zapewniłam


*


Chciała żeby Bruno był jedym z niewielu, za którego bez wahania oddałaby życie. Wiedziała, że może liczyć na pomoc z jego strony. Miała pewność, że może mu stuprocentowo zaufać. Instynkt podpowiadał, że jest czlowiekiem z zupełnie innej planety.

*

- Bruno, przepraszam, powinnam już iść...- powiedziałam
- Rozumiem, do zobaczenia
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się i pokierowałam kroki w strone Harry'ego
Podniosłam z krzesła torbę.
- Idziesz już- przyjaciel obserwował następujące czynności
- Tak- zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę - A ty?
- Chyba też będę się zbierał...
- Świetnie, odwieziesz mnie? Troche wypiłam...- zaczęłam - Jeśli oczywiście nie stanowi to dla Ciebie większego problemu...- spuściłam głowę
- Nie ma sprawy, bąblu.- lubię, kiedy tak do mnie mówi
Przytulił mnie i cmoknął w czoło. Wiedziałam, że mi nie odmówi.
- Przy okazji pokarzesz mi gdzie mieszkasz. Ok?
- Dobrze.- posłał  mi uśmiech



#


Rano obudziłam się wypoczęta. Chyba po raz pierwszy od mojego przyjazdu do LA. Nic nie może mi popsuć tego dnia. Ubrana, zabrałam się za przygotowanie śniadanie, które nie było zbyt twórcze. Składało się jedynie z płatków i mleka, zdecydowanie potrzebuję prostoty. Usłyszałam telefon. Pierwsza osoba o której pomyślałam to Bruno. Myliłam się. Był to właściciel wynajętego przeze mnie mieszkania.
- Dzieńdobry, mam nadzieje, że jest pani świadoma, że dziś koniec miesiąca - myśli mi sie plątały
- Tak, pamiętam. Dzisiaj przeleję pieniądze.- wycedziłam
- Świetnie. Proszę zacząć się pakować.- nie mam pojęcia o co chodzi
- Ale...Nic z tego nie rozumiem.- wycedziłam
- Co w tym niezrozumiałego? Dowidzenia, miłego dnia życzę- co za bezczelność...
A tak dobrze się zapowiadało. Mam przez to rozumieć, że jestem bezdomna? Usiadłam do komputera, przelałam właścicielowi należną kwotę. Zaczęłam pakować swoje rzeczy.


*

Doświadczyła w swoim życiu wiele uczuć, jednak z taka bezczelnością i niezrozumieniem jeszcze sie nie spotkała. W momencie, kiedy dostrzegła światełko nadzieji, wszystko zaczęło się na nowo komplikować. Pozostawało jej jedynie iść 'pod most' lub szukać pomocy w ludziach.

*

Nastał wieczór. Wsztstkie rzeczy miałam już spakowanie. Gdy miałam wychodzić w drzwiach stanał właściciel nieruchomości.
- Dobrywieczór - w głosie można było wyczuć ironię
- Dobrywieczór - unikałam kontaktu wzrokowego
Nerwowo wsunęłam mu do rąk klucze.
- Dowiczenia - wziełam walizki i wyszłam trzaskając drzwiami, chciałam, żeby poczół sie podle. Po części osiągnęłam swój cel.
Nie mam gdzie sie podziać. Biorę telefon i zaczynam przeglądać listę kontaktów. Zatrzymałam się na chwilę przy napise 'Bruno' . Odtworzyłam sobie w myślach jego wczorajsze słowa. Miałam już się połączyć, ale coś mnie zatrzymało. Pozostawał mi tylko Harry. Nie tracąc czasu na głupie pogaduchy, które w rozmowie z przyjacielem byłby nieuniknione, ruszyłam w stronę miejsca jego zamieszkania. Coraz bardziej się ściemniało. Nie mam dziś ochty spać 'pod chmurką'. Zaciskam zęby i mimo kilkucentymetrowych obcasów ruszam jeszcze szybciej. Praktycznie nie rozstaję się z moimi 'szczudłami' . Już wyobrażałam sobie minę Harry'ego , kiedy wpadnę do domu zziajana mamrocząc pod nosem przekleństwa.  Pomimo całej złości, która we mnie buzowała zachichotałam na samą myśl o wyrazie jego twarzy. Po chwili byłam u celu. Paroma skokami pokonałam schody, niefatygując się nawet o zapukanie wparowałam do mieszkania.
- Harry ! - wołam od progu
Rzuciłam szpilki w kąt przedpokoju boso pobiegłam do pokoju.
- Harry ! - w tym momencie głowa przyjaciela wynurzyła sie zza balkonu
- Tu jestem. - uśmiecha się i wyciąga ręce w moją stronę. Chyba nie był zaskoczony moim zachowaniem. Jeszcze kilka lat temu tego typu wizyty zdarzały mi się na porządku dziennym.- W porządku, Bąblu?
- W sumie to...nie do końca - spuściłam głowę, wbijając wzrok w podłogę
- Wymeldowano mnie z mieszkania !
- Co tym razem przeskrobałaś? - zaśmiał się
- Nie śmiej się to, nie moja wina...- nie wierzył mi zapewne, ponieważ od czasu kiedy się rozstaliśmy przestałam być taką wybuchową i pewną siebie osobą- Muszę szybko znaleźć nowe lokum.
- Emy... Przcież wiesz, że zawsze możesz zatrzymać się u mnie...

*

Właśnie za to kochała Harry'ego. Nigdy nie odmówił jej pomocy.

*

- Dziękuję ... szepnąłam prawie niedosłyszalnie
- Nie ma sprawy, Bąblu. - cmoknął mnie w czoło


_______________________________________________

Proszę :)

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego